hej , ja czuje sie duzo lepiej , pierwsze dwa tygodnie byly koszmarem, zle sie czulam, oko bolalo, bylam slaba, zero sil na cokolwiek. Teraz jest ok, ale niestety dopadlo mnie zapalnie ucha i teraz ono daje mi sie we znaki, dostal leki i krople wiec sie kuruje. Do oko zostaly mi krople i jedne tabletki we wtorek kolejna wizyta, ostatnio bylam w czwartek na kontroli to mi wyciagala jakies pentelki taka penseta, bolalo jak nie wiem co. we wtorek znowu wizyta, minie juz wtedy 3 tygodnie od zabiegu, naszczescie wszystko ladnie sie goi, trzeba liczyc 6 tygodni aby oko doszlo do siebie.
A teraz smutna wiadomosc, synek moj kochanyma noga w gibsie. W czwartek jak bylismy u tesciow, maz poszedl z mlodym na sani za nim jeszcze pojechalismy do domu, niestety kacper jadac z gorki uderzyl w drzewo bo nie zachamowal a jechal sam, plakal jak szalony, szybko pakujemy sie do domu, myslalm ze to nic powaznego jednak w domu jak go rozebralismy, patrzymy noga skuchnieta przy kostce mial takie splaszone to penie od uderzenia. szybka akcja, ja pakuje ksiazeczke i karta czipowa i ruszamy na pogotowie. Jada z nami tescie. Kacper byl zaraz pierwszy przyjety, na cale szczescie, najpierw rengen, dlugo czekalismy na opis lekarza bo sam nie wiedzial co ma zrobic, okazalo sie ze sa dwie kosci zlamane w kostce, jedna dosyc powazna, 6 tygodni gipsu jak nic, zbladlam w momencie. Naszczescie kacper nie plakal bo zdarzylam mu jeszcze w domu dac syrop przeciwbolowy, dzielnie wszystko zniósł. dostal w nagrode autka od babci ktora miala je w domu, i zabrala ze soba. Dzielny byl dano mu szyno-gins zakladali, ja ja od pachwnek w dol , cala noga nie moze na nia stawac wiec maz go nosi. w domu bylismy o 20. a to sie stalo przed 16.
Pierwsza noc koszmar z dzieckiem , bolalo go bardzo, nie umial spac, nie wiedzial jak sie ulozyc, leki nie pomagaly, a tam mu nic nie dali, My i dziecko cala noc nie spali. W piatek synek smutny, blady, brak checi do jedzenia. Masakra, tescie zaraz rano przyjechali zeby mi pomoc bo maz na zabiegi a ja nie moge jeszcze dzwirac bo jest na wczesnie, a jak kacper chce siku to trzeba go przeciez przeniesc. Cieszy byl ten dzien, kacper bez zycia, plakal itd. Naszczescie w noc juz spokojna, obudzil sie tylko po 1 dalam lek i spal do 7, i my tez spalismy jak susły, wykonczeni na maksa.
Dzis sobota wiec i synek inny, tyle ze leki juz pomagaja, jakos orgnizujemy czas mu, tu farbki, bajki, jakies gry na siedzaco wiec jakos leci. Za tydzien we wtorek kontrola wiec juz bedzie wiadomo jak noga sie zrasta, mamy nadzieje ze obejdzie sie bez operacji.
Dobrze ze ja juz lepiej sie czuje i synkiem moge sie zajac tylko nie dzwigac, maz do12 marca jest z nami ale co dalej nie wiem, ehhh pa lece do mojego kochanego synka bo strasznie biedny jest pa
O matko! Życzę Wam dużo zdrówka:*
OdpowiedzUsuńJejku...zdrówka życzę!!!! Współczuję przeżyć....bo musiałaś naprawdę sporo przejść heh
OdpowiedzUsuń