witam, wiem ze sie powtarzam ale niestety nasza sytuacja materialna jest bez zmian, maz nadal bez pracy, szuka , szuka i nic za 1000zl nie jest łatwo przeżyć, tym bardziej ze za miesiac kacper do przedszkola idzie i trzeba wyprawke kupic. Sama juz nie wiem czy bedziemy sie starac o pomoc w opiece spolecznej o finasowanie przedszkola, bo maz jest temu przciwny, gdyz mysli ze przyjda mu do domu, i zobacza jak mieszkamy. fakt dom mamy duzy jak nas nas trzech ale to nie wyklucza ze zyjemy skromnie a to co teraz mamy w domu zawdzieczamy ciezkiej pracy meza zagranica zanim jeszcze wzielismy slub. Wiec nie wiem czego on sie boi. ja jestem za tym zeby zlozyc wniosek. maz mysli napewno nam nie przyznaja bo przciez mamy auto itd. Pewnie ma wyobrazenie ze opieka spoleczna pomaga tylko rodzinna patologicznym. Nie wiem jak go mam przekonać ehhhh.
Poza tym czuje sie fatalnie, od wczoraj mam okres i normalnie, jeszcze sie tak nie czulam, brzuch boli, slaba jestem ze szok, czasem mysle ze zemdleje chyba te upaly poteguja moj stan :(( Ale nie ma co narzekac na cieplo bo jeszcze tyklko miesiac i znow jesien ehhhh.
Kurcze ale jestem zla, czemu nic sie nam nie udaje, wszystko jest nie tak, nikt nie potrafi nam pomoc pomimo ze maja mozliwosci, boje sie co zrobimy jak maz nie znajdzie pracy. Maz dal sobie czas do wrzesnia , jak nie znajdzie to czeka go wyjazd zagranice. Ale ja nie chce by tutaj sama, nie za taka cene. Kasa jest potrzeba , duzo nie wymagamy 2000zl bylo by w sam raz w naszym przypadku. Kurcze wszystko sie pieprzy, wali, nie mam sily an nic, plakac sie chce bo ilez mozna szukać.
Za dwa tygodnie ide na zabieg, sama juz nie wiem isc czy nie. Ale musze to dla mojego dobra. Badania musze zrobic za tydzien , znowu krew i itp, lakarka sie smiala ze co znowu na zabieg pani idzie. ehhh niestety takie zycie.
Kilka dni bylam z kacprem u rodzinki na wsi bez meza, tata moj jechal wiec zabralam sie z nim spontanicznie. Nie powiem odpoczelam tam psychicznie, nie myslalam o problemach, maialam sie komu wygadac, az nie chcialam wracac, kacper zreszta tez, spodobalo mu sie tam. ladnie sie bawil, jadl i spal, nie mialam z nim najmniejszego problemu, nawet jazda autem 200km co jechalismy 4 godziny nie byla problemem. dobrze nam tam bylo, odpoczelismy od siebie, nabralismy dystansu do paru spraw.
Ale jak juz wrocilam wszystko wrocilo, znowu problemy, klotnie itd. Szczerze to ja juz nie mam ochoty na ktotnie bo ja wiem ze to sa blachostki, wiem ze maz to strasznie przezywa ze nie ma pracy, nie spi po nocach, zadrecza sie. Jest zle, zanim cieszyc sie zyciem , latem to by w dolku, wiem ze pozytywne nastawienie jest wazne, ale naprawde nie da sie myslec optymistycznie jak tu atkie problemu. Jeszcze meza rodzice naciskaja szukaj pracy, czemu nie pracujesz , dwoje osob w domu, tak zyc sie nie da, A co nie szuka caly czas, jezdzi pyta sie ze sto razy, glupa siebie robi bo ciagle nachodzi. Zamiast wspierac i pomoc to oni go jeszcze doluja. Nie wiem co to bedzie, ale rozowo nie jest, odechciewa sie wszystkiego, naprawde.
Notka troche chaotyczna ale mam tysiac mysli, nie potrafie pisac pozytywnych spraw, za bardzo czlowiek jest przygnebiony. Boze jak jakbym chciala aby nasze sie zmienilo. Pomalu przestaje wierzyc w ckolwiek ehhh :(((
Taka polska rzeczywistość,ciężko z pracą i tyle!Nie wiem jak w waszym rejonie ale w moim w PL nie można liczyć na zarobki większe niż najniższa czyli 1300zł jakoś wychodzi chyba - nie orientuję się dokładnie. Myślę, że skoro nie macie żadnego dochodu to nawet taka praca za ten 1000zł by wam trochę pomogła..choć wiadomo że długo tak też się nie pociągnie, ale zawsze coś.
OdpowiedzUsuńA co do pomocy społecznej...myślę, że sprawdzają dochody...kto wie, warto zapytać a nóż się uda. Wiem, że nie jest łatwo spojrzeć z usmiechem w przyszłość jak takie problemy na głowie...ale dacie radę...wszystko co złe mija...was też :*