poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Maly wypadek

Witam, czas leci bardzo szybko mamy juz polowa sierpnia, jeszcze tylko trzy tygodnie i witaj szkolo. Nie wiem jak wy ale mnie to wcale nie cieszy bo wiem jak to wyglada zadania , nauka itd. Syn czasami robi protesty . W przyszlym roku czekaja nas tez spotkania komunijne wiec bedzie sie dzialo. Trzeba zacisnac zeby i wziasc sie w garsc kazdy kto ma dziecko to przechodzi.

Poza tym od 8 sierpnia jestem na l4 poniewaz skrecilam staw skokowy. Glupia sytuacja wchodzac do sklepu mijajac sie z jedna babeczka ktora mnie potracila obrocilam sie i szlam i nie zauwazylam ze sa schody i zlecialam z dwuch schodów noga mi sie przy nich wykrecila a konkretnie stopa. Wstalam , oczepalam sie powiedzialam ze wszystko ok i poszlam do pracy. Mialam do pokonania duzo schodow ja nie wiem jak ja po nich weszlam. Przyszlam do biura i noga zaczela mi puchnac jak balon i bolec. Kolezanka zrobila mi zimny oklad a następnie jedn kolega i kolezanka zawiezli mnie na izbe przyjęć.  Po czterech godzinach przebywania tam mialam dosc. Bylam glodna, zmeczona i obolala. Maz po mnie przyjechal i zawiozl mnie do domu. Cieszko bylo sie dostac do ortopedy na wizyte kontrolna bo przede mna byl dlugi weekend. Na ten moment wizyte mam dopiero 22 sierpnia. Noga nadal sina i boli a dzis mija 6 dzien od zdazenia. L4 mam do 18 sierpnia.

Siedze w domu . Jest cieszko zwlasza ze maz nie byl pomocny na początku.  Mial do mnie pretencje ze co ja sobie nie umiem poradzic. No sory noga boli , kwestia przyzwyczajenia do kul. Jednym slowem masakra. Mialam mega kryzys emocjonalny. Wkurza mnie chodzenie w kulach wszystko idzie 10 razy wolniej. Do tego super pogoda a ja sie w domu kisze. Jestem zla.

Co nowego u nas. Nic nowego. Nic ciekawego. Samo zycie. Zadnych akcji rewelacji. Nuda nuda i jeszcze raz nuda. Czasem myślę ze nasze zycie jest nudne jak flaki w oleju. Nie rozmawiamy ze soba jak inne pary mam wrazenie ze gadamy tylko bierzace sprawy typu dom, dziecko i co trzeba kupic i zapłacić.  Zero spontanu. A 15 wrzesnia mija nam 10 lat po ślubie. Marze aby maz zabral mnie na romantyczna kolacje albo jakis wyjazd we dwoje. A tu tylko maz mnie dziennie krytykuje ciagle slysze jaka to bez nadziejna jestem, wszystko robie nie tak. Czasem mam wrazenie ze maz traktuje mnie jak dziecko a nie jak kobiete czy swoja żonę.

Mam teraz duzo czasu na przemyslenia odnosnie naszego malzenstwa. Daje sobue jeszcze rok jezeli nic sie nie zmieni miedzy nami odejde. Wole zyc sama niz zyc tak jak teraz. Jestem nieszczesliwa nie  czuje tego co na poczatku nasze zycie to rutyna. Czas pokaze ale wszystko sie zmienilo zbyt wiele rzeczy sie podzialo zbyt wiele bylo klotni i nie porozumiem. Wypalilam sie . Zyje bo zyje.

Dozobaczenia pa

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz